top of page

Marsz Gusenowców - Już przebrzmiał grom

sł. Konstanty Ćwierk, muz. Gracjan Guziński

aranżacja: Tadeusz Trojanowski

wyk. instrumentalne: Płocka Orkiestra Symfoniczna

wyk. wokalne: Harcerski Zespół Pieśni i Tańca „Dzieci Płocka"

 

Tekst Ćwierka powstał w 1943 r. jako wyraz nadziei na rychłe wyzwolenie po decydującym zwrocie w przebiegu wojny dzięki zwycięstwu stalingradzkiemu i sukcesom aliantów e Włoszech. Kreślił więc wizję szczęśliwego powrotu do Polski. Guziński zamierzał skomponować utwór, który by się nadawał do marszu i do śpiewu. Na wstępie dał fanfary, o nieco zmienionym motywie fanfar odzywających się w czasie procesji Bożego Ciała. Części pierwszej nadał charakter marszowy. „Strukturalnie — pisze o swojej koncepcji — marsz musiał być tak skomponowany, aby rytm bębna był symetryczny i ustalony na marsze pochodowe”, to jest „mieć melodię, podchodzącą jak się to mówi »pod nogę« — lewa, lewa, lewa! itd”. Część drugą opracował również w tempie marszowym, a refren skomponował do śpiewu. Marsz Gusenowców śpiewano na konspiracyjnych zebraniach, na obchodach gwiazdkowych i noworocznych, w czasie spotkań z okazji imienin lub urodzin wybitniejszych więźniów, spontanicznie też w blokach reagując tak na dobre frontowe nowiny. Melodia marsza, wzbogacona o wariant melodii Warszawianki Karola Kurpińskiego, nadawała mu szczególnie podniosły charakter pieśni ludzi już wolnych. Wśród utworów gusenowskich poetów ten skromny utwór miał najwięcej walorów psychoterapeutycznych: rozładowywał napięcia, eliminował uczucie strachu, sycił optymizmem. Temu zawdzięcza swoją wieloletnią, nigdy niesłabnącą popularność. O wrażeniu, jakie wywarło pierwsze wykonanie Marsza, pisze Guziński: „Od chwili, gdy po raz pierwszy Faliszewski refren marsza "Już przebrzmiał grom…" zaśpiewał, a w dodatku, gdy odezwały się w końcowym fragmencie tony Warszawianki, marsz wszystkim się spodobał i przyjął się. Nawet Lutterbach, nie wiedząc, że gra na końcu Warszawiankę, oświadczył, że jest to tak udana kompozycja, że odtąd będziemy tym marszem rozpoczynali i kończyli każdy nasz koncert”. Wkrótce tekst Marsza Gusenowców został przetłumaczony na kilka, języków i był śpiewany przez więźniów najliczniejszych grup narodowościowych w ich własnych językach. O jego popularności pisze Józef Pawlak: „Utwór ten [...] posiadał charakter obozowego hymnu narodowego. Śpiewany był przez wszystkich dosłownie więźniów Polaków. Tekst i melodia napawały słuchaczy innych narodowości otuchą i nadzieją szczęśliwego powrotu. Nie dziw zatem, że marsz gusenowski elektryzował każdorazowo obóz i był śpiewany zawsze na stojąco. Zdarzyło się, że nawet komendant Seidler wraz z towarzyszącymi mu SS-manami, którzy pewnego razu „zaszczycili" swoją obecnością przedstawienie urządzone na bloku, wysłuchał naszego marsza w postawie na baczność.”

Po wyzwoleniu gdy umierał, któryś z byłych więźniów, przybywało na pogrzeb wielu przyjaciół złączonych wspólnotą cierpienia w piekle na ziemi, jakim było Gusen. Śpiewali odchodzącemu koledze „Już przebrzmiał grom”. Kilkudziesięcioosobowa grupa wykonująca męskimi głosami pieśń zawsze poruszała serce zebranych. Z biegiem lat głosów było coraz mniej. Na pogrzebie Bolesława Mielnikowa utwór solo wykonał Wacław Milke.

Golgota

Słowa: Konstanty Ćwierk

Muzyka: Gracjan Guziński

aranżacja: Przemysław Marcyniak

wyk. wokalne: Piotr Amrozy

wyk. instrumentalne: Płocka Orkiestra Symfoniczna

 

W 1942 r. do wiersza Golgota Konstantego Ćwierka komponuje melodię Gracjan Guziński. Utwór o znacznej rozpiętości z tonów odzwierciedla ból. Początkowo dyrygent orkiestry obozowej, Heinrich Lutterbach, nie chciał włączyć Golgoty do jej repertuaru. Raził go tytuł i pierwszy motyw — Golgota, miejsce cierpień Chrystusa. Ostatecznie jednak po wyjaśnieniu treści utworu ustąpił. Najczęściej z towarzyszeniem orkiestry śpiewali go Zygmunt Malinowski i Roman Luboński, był też śpiewany przez śpiewaków solistów: Tadeusza Faliszewskiego i Józefa Gruszczyńskiego, przez każdego inaczej (tenor i bas-baryton). Golgotę wykonywano również wielokrotnie w okresie powojennym.

 

Requiem - Pieśń żałobna

Słowa: Włodzimierz Wnuk,

muzyka Edward Bury

aranżacja: Tadeusz Trojanowski

wykonanie instrumentalne: Płocka Orkiestra Symfoniczna

wykonanie wokalne Harcerski Zespół Pieśni i Tańca „Dzieci Płocka"

 

       Utwór, w którym kryje się ogromne cierpienie i ukazany jest bezmiar obozowej śmierci. Szczególna forma pieśni żałobnej odwołująca się do wiary i religii, które w obozie dawały siłę do trwania. Pieśń jest formą modlitwy za duszę umęczonych w obozie i wołaniem o pamięć poległych.

Żywe kamienie

słowa: Włodzimierz Wnuk,

muzyka: Aleksander Kulisiewicz

aranżacja: Tadeusz Trojanowski

wykonanie wokalne: Krzysztof Bobrzecki

wykonanie instrumentalne: Płocka Orkiestra Symfoniczna

 

Na początku 1941 г. Włodzimierz Wnuk tworzy wiersz "Żywe kamieniej" będący apologią więźnia-męczennika, zbuntowanego wewnętrznie, ale przekonanego o celowości życiowej próby, której został poddany.

Motyw „żywych kamieni”, odpornych na działanie żywiołów, został wykorzystany dla podkreślenia niezłomności więźniów. Autorowi chodziło również o ukazanie w więźniach żywiołowej siły, która obróci się przeciwko ciemiężycielom. Wiersz kończy się optymistyczna wizją zwycięstwa. 

Żywe kamienie były w Gusen pieśnią popularną i źródłem wewnętrznej siły. Przeniesione przez więźniów do Sachsenhausen i przetłumaczone na języki niemiecki, czeski, włoski i serbski były recytowane i śpiewane jako pieśń. Z Sachsenhausen przeniesiono je do Gross-Rosen.

 

Janeczka

słowa Konstanty Ćwierk,

muzyka Edward Unkiewicz

aranżacja Przemysław Marcyniak

śpiew: Piotr Amrozy

W listopadzie 1943 zezwolono więźniom na otrzymywanie paczek żywnościowych, lekarstw i preparatów. W tym samym czasie Konstanty Ćwierk napisał utwór, który poświęcił swojej żonie i zaczynający się od jej imienia: „Zosieńko moją”. Żona Konstantego Ćwierka przysyłała mężowi paczki żywnościowe a On dzielił te dary hojną ręką z współtowarzyszami niedoli. Tęsknił i tworzył. Gdy Unkiewicz skomponował do wiersza muzykę, grupa więźniów skupionych wokół rewiru uznała, że należy go przesłać również żonie Franciszka Adamanisa, Janinie, niestrudzonej w przemycaniu w paczkach żywnościowych lekarstw i preparatów, z których jej mąż produkował potajemnie lekarstwa dla gruźlików. Dlatego zmieniono początkowe słowa pieśni i przyjęto uważać je za tytuł utworu. Janeczka — melodyjne tango było chętnie nucone w obozie, stało się obozowym przebojem, śpiewanym solo i unisono, wykonywanym przez chór i solistę z towarzyszeniem orkiestry. Utwór wyrażał tęsknotę za kimś ukochanym, pozostawionym w kraju, był więc wyrazem uczuć ogromnej większości więźniów. Równie wzruszającym wierszem, poświeconym ukochanej żonie, który u schyłku życia Konstanty Ćwierk tworzy będąc już w rewirze tj. obozowym szpitalu jest utwór zatytułowany „Ręce”. Słowa tego wiersza przetrwały obóz w pamięci więźniów: 

Chleb żytni dziś przysłałaś mi,

Owoce z drzew rodzinnej wsi,I dużo ciast i sery dwa,

A każdy z nich kształt serca ma.

I jeszcze coś, prawdziwy cud - 

Zapachniał mi lipcowy miód 

I kwiaty znad wiślańskich łąk,

To dzieło twych najdroższych rąk.

Refren: Ręce kochane, hojne ręce,

Dawniej bił z nich młodości żar 

Dziś im ślę każdą myśl w podzięce,

Za ten królewski, wielki dar.

Teraz, gdym tutaj jest w udręce,

Tęskniąc do nadwiślańskich pól,

Ręce, jak białe lilie, ręce,

Nawet z daleka koją ból.

Przysłałaś mi list - kartki dwie,

I piszesz znów, że kochasz mnie,

Że w spichrzu masz dostatek zbóż,

A w sadzie moc kwitnących grusz.

Że stroisz dom z nakładem sił,

Więc piękny jest, taki jak był,

Otacza go topoli krąg,

To dzieło twych najdroższych rąk.

To był ostatni wiersz Konstantego Ćwierka. Więźniowie wierzyli, że wyzdrowieje, niestety, choroba postępowała. Stan zdrowia Konstantego Ćwierka pogorszył się gwałtownie 20 sierpnia 1944 roku. Chwile te wspomina przyjaciel poety Roman Grzyb: Twarz sczerniała mu od czarnego zarostu i te wspaniałe krzaczaste brwi czyniły z tego człowieka wizję męczennika, który trwa i wierzy, że wszystko kiedyś musi się skończyć, choć on może tego nie doczeka. Wówczas do uszu moich dochodziły często słowa wiersza-modlitwy „Bogurodzico, o Matko Karmiąca, daj moim dzieciom kromkę chleba co dzień”. To była jego codzienna modlitwa. [...] Choroba trawiła jego siły. Polscy lekarze czynili wszystko, by go ratować, ale organizm słabł coraz bardziej. Jego potężne ciemne brwi i ciemny zarost na schudłej twarzy czyniły go podobnym do aktora Jacka Woszczerowicza – to było jego wierne odbicie. Nagle Kostek podniósł się i z rozpaczą w oczach zawołał „umieram, a moja Zosia..., gdzie ona jest? Nie ma, wszystko na próżno...” i głowa opadła mu na poduszkę. Podparłem mu głowę. Rzęził, nie poznawał już nikogo i tak odszedł. Zamknąłem mu powieki, albowiem nie mogłem patrzeć na te pałające żarem i tęsknotą oczy. Tak odszedł wielki piewca obozowy, dobry człowiek...

Konstanty Ćwierk zmarł z powodu gruźlicy i ropnego zapalenia osierdzia. Miał czterdzieści dziewięć lat. 

 

Dumka

słowa Władysław Kozaczkiewicz,

muzyka. Lubomir Szopiński

aranżacja: Tadeusz Trojanowski

wyk. Harcerski Zespół Pieśni i Tańca „Dzieci Płocka”

 

 Jedną z najpopularniejszych obozowych pieśni, wielokrotnie wykonywaną w latach 1941—1942 była  Dumka kompozycja Lubomira Szopińskiego do słów Władysława Kozaczkiewicza. Pieśń stała się popularna niemal tak jak przedwojenne pieśni wojskowe. Dumka będąc utworem o wielu znamionach pieśni ludowej wyrażał w przejmujący sposób emocje więźniów. Jej proste słowa oddawały nie tylko tęsknotę więźniów „do rodzinnych pól i lasów, do tych dawnych dobrych czasów”, ale i smutek obozowego życia, w którym „płyną, płyną dni za dniami, jak te chmury za oknami, jak deszczowa łza”.

Tango poświęcone Matce

muzyka i słowa: Wacław Gaziński

śpiew: Zbigniew Kozłowski

aranżacja: Przemysław Marciniak

wyk. muz. Płocka Orkiestra Symfoniczna

 

W roku 1943 Wacław Gaziński tworzy szczególny utwór, w którym oddaje uczucie tęsknoty. Słowa i melodia tego tanga często powodowały, że nie jedna łza spłynęła po więźniarskim policzku. Każdy myślami wracał do Polski do najbliższych. Obozowa rzeczywistość była jednak nieubłagana, a pieśń stworzona za drutami jeszcze przez dwa lata towarzyszyła więźniom w gehennie. Stała się jednak wsparciem i chociaż w myślach i śpiewie wyrażała głęboki szacunek do najbliższych, tęsknotę za nimi i miłość do utraconej Ojczyzny

Mützen-ab (Marsch-Appell) 

Muzyka Gracjan Guziński, słowa: Gracjan Guziński i Klemens Lebensart (Sartowski)

w obozie wykonywana przez Tadeusza Faliszewskiego,

(akompaniament: Ewelina Nowakowska, melodeklamacja: Henryk Jóźwiak)

 

Piosenka stworzona jako świadome przedrzeźnianie starszyzny obozowej, wprowadzającej kolumny więźniów na plac apelowy i SS-führérów, przygotowujących apel. Słowa powstały z ulubionych i najczęściej używanych wobec więźniów komend 
Im Gleichschritt marsch!.. Zwo, drei, vier!... Links... zwo, drei, vier!... 
Ist das die Seitenrichtung da? 

Zaraz po tym następowało naśladowanie głosu SS-führera: 
Der erste Block kommt auf den Bock! Komischer Vogel! 
Da mach'n wir Sonntag einen schönen Sport! I na zakończenie charakterystyczny śmiech komendanta obozu, Karla Chmielewskiego: trzykrotne ,Cha-cha cha!". Dalszy ciąg z motywami: 

„Im Laufschritt marsch!" i „Hinlegen auf!", a następnie: „Mützen ab! Mützen auf!” 

to były typowe rozkazy wydawane podczas karnych ćwiczeń, połączone z wykrzykami typu: „Blödes Tier!". 

Utwór był już wyraźnym ośmieszeniem obozowego reżimu. Bawiono się słuchając melodii granej przez Guzińskiego na akordeonie i słów, śpiewanych przez Tadeusza Faliszewskiego, dostrzegano w nich komiczną parodię obozowej dyscypliny, koszarowego drylu, tak trudnego do zaakceptowania przez wymęczonych więźniów. Mógł być śpiewany w obozie bez represji ze strony komendantury w 1943 r., gdy nastąpiło złagodzenie reżimu obozowego, a szatański śmiech Chmielewskiego był – po jego przeniesieniu do innego obozu niem. tylko wspomniem. (tekst za St. Dobosiewicz, muz. arch. W. Milke)

Sen więźnia

 sł. Zdzisław Karr-Jaworski,                                                                                           muz. Lubomir Szopiński

aranżacja: Tadeusz Trojanowski

śpiew: Przemysław Glapiński

         Jedną z pierwszych obozowych utworów była kompozycja muzyczna Sen więźnia, którą Lubomir Szopiński napisał już w 1940 r. do słów Snu Zdzisława Karr-Jaworskiego (tekst z okresu międzywojennego). „Żadne słowa w literaturze świata nie były dla nas tak piękne, ani żadna z pieśni tak cudowna” — pisze o nim Włodzimierz Wnuk. Solista Mieczysław Sutarzewicz wspomina „Kryształowo czysty tenor, cudem chyba zachowany w Gusen, wyśpiewał mazowieckie równiny i kapliczki na rozstajnych drogach tak, że chciało się klęknąć na podłodze sztuby i w ten sposób tej pieśni dalej słuchać. A kiedy wyczarował w najtkliwszych nutach obraz matki »samiusieńkiej, opuszczonej, starej, jak gołąbek białej«, jedni zakrywali oczy dłońmi, inni otwarcie płakali.

[...] Soliście towarzyszyły wszystkie cztery głosy, ściszające się niekiedy do roli dyskretnego tła, czasem zaś przejmujące prowadzenie”.

Wzruszenie udzieliło się również funkcyjnym Niemcom. Blokowy dał chórowi w nagrodę kilka bochenków chleba, co w tym czasie było niespotykanym wyróżnieniem. Niemcy rozgłosili też wiadomość o występie chóru wśród elity obozowej. Zaczęto zapraszać chór do różnych bloków. Wszędzie odnosił równie wielkie sukcesy. I w ten sposób chór stał się półoficjalną instytucją obozową, nie zalegalizowaną przez komendanturę ale tolerowaną. „Śpiewaliśmy oficjalnie na blokach i nie było z tego powodu najmniejszej represji - wspomina jeden z jego najaktywniejszych członków.  Bandyci blokowi poczytywali sobie za zaszczyt i punkt honoru, aby na ich blokach występował chór.” W styczniu 1941 r. Józef Pawlak przekazał kierownictwo chóru Lubomirowi Szopińskiemu.

Dla nas słońce nie zachodzi

 

 

sł. Włodzimierz Wnuk

muz. Lubomir Szopiński

aranżacja: Tadeusz Trojanowski

śpiew: Harcerski Zespół Pieśni i Tańca "Dzieci Płocka"

 

 

W zbiorowości więźniów pomimo terroru i ogromu okrucieństwa wciąż żywe były przejawy niepodległej myśli i marzenia o życiu na wolności, wbrew ponurej prawdzie komunikatów wojennych i twórcze porywy, w których znalazły wyraz te marzenia. Pierwsze obozowe poezje i pieśni, w artystycznej formie wyrażające protest przeciwko obozowemu życiu  to m.in. Marsz gusenowski — „Dla nas słońce nie zachodzi...”  Autor Włodzimierz Wnuk w czasie pracy na Spielbergu na początku 1941 r. stworzył wiersz zaczynający się od słów: „Dla nas słońce nie zachodzi...”, nazwany później Marszem gusenowskim, wiersz będący formą protestu przeciw niewoli, apel o „trzymanie fasonu”, demonstrujący niezależność, niepoddawanie się represjom i uczuciu beznadziejności w obliczu głodu, chłodu i deszczu. Utwór stał się manifestacją  młodości miała być wyzwaniem rzuconym w twarz oprawcom, oświadczeniem gotowości do przejścia przez ciężką próbę życiową. Szybko zyskał popularność  i jako pieśń, często śpiewany był przez obozowy chór. Co więcej - został przez anonimowych autorów rozbudowany o dalsze zwrotki, naśladujące styl autora. W nowych rozszerzonych wersjach znalazł się prawie we wszystkich  zachowanych notatnikach poetyckich więźniów Gusen.

bottom of page